<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>rynarzewski.pl</title>
	<atom:link href="http://www.rynarzewski.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.rynarzewski.pl</link>
	<description>Jeszcze jeden blog WordPress</description>
	<lastBuildDate>Wed, 03 Mar 2010 12:02:20 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Cormac McCarthy, Droga, Wydawnictwo Literackie 2008</title>
		<link>http://www.rynarzewski.pl/cormac-mccarthy-droga/</link>
		<comments>http://www.rynarzewski.pl/cormac-mccarthy-droga/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 12:00:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Science-Fiction]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=1064</guid>
		<description><![CDATA[Zaległa recenzja książki Cormaca McCarthy&#8217;ego kotłuje mi się po głowie od dłuższego czasu. Jest to zdecydowanie książka, która po zakończeniu nie pozostawia człowieka obojętnym. Autorowi w niesamowity sposób udało się połączyć dwa  sprzeczne ze sobą dwa światy. Z  jednej strony poetycki obraz świata, z drugiej depresyjną wizję końca świata. Ciepłe rodzicielskie uczucia i zwierzęcy instynkty [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignright" style="margin: 5px;" src="http://6kontynentow.blox.pl/resource/droga.jpg" alt="http://6kontynentow.blox.pl/resource/droga.jpg" width="192" height="309" />Zaległa recenzja książki<strong> <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Cormac_McCarthy" target="_blank">Cormaca McCarthy&#8217;ego</a> </strong>kotłuje mi się po głowie od dłuższego czasu. Jest to zdecydowanie książka, która po zakończeniu nie pozostawia człowieka obojętnym. Autorowi w niesamowity sposób udało się połączyć dwa  sprzeczne ze sobą dwa światy. Z  jednej strony poetycki obraz świata, z drugiej depresyjną wizję końca świata. Ciepłe rodzicielskie uczucia i zwierzęcy instynkty ludzkie. Wszystko zaś w bardzo harmonijny i naturalny sposób.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak pięknie i spokojnie można pisać o końcu świata, o beznadziejności wszystkiego co zrobimy? Można, jak widać w sposób prawie doskonały i udowodnił to moim zdaniem McCarthy w swojej powieści &#8220;Droga&#8221;. Sam McCarthy nie jest pisarzem SF, i stąd może właśnie bierze się niezwykłość jego sposobu pisania. Tak jak Stanisław Lem był filozofem piszącym książki fantastyczne, tak pan Cormac jest poetą piszącym ten sam gatunek. A pisać umie, co dowodzi choćby jego książka &#8220;To nie jest kraj dla starych ludzi&#8221; ( i jej genialna ekranizacja), która jest poetycką opowieścią o bezwzględny zabójcy. Jednym słowem ma on swój styl.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1064"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Sama fabuła &#8220;Drogi&#8221; to bardzo klaustrofobiczny opis podróży ojca i syna przez Stany Zjednoczonej w nieokreślonej, lecz zapewne nieodległej przyszłości. McCarthy nie daje nam jednak żadnego tła historycznego, żadnych informacji o tym co spowodowało katastrofę, kto za nią jest winny. Jak w klasycznej estetyce utworów drogi, ważny jest tylko człowiek, droga i jego wnętrze.  Reszta się nie liczy. Gatunek, który narzucił sobie pisarz, ma jednak jeszcze to do siebie, że bohater/bohaterowie muszą spotykać ludzi. Najczęściej są to ludzie dobrzy i źli. McCarthy w zasadzie zrezygnował z pozytywnych bohaterów, podkreślając tym jeszcze bardziej pesymistyczny (ale zarazem i realistyczny!) obraz świata. W książce pojawiają się chyba tylko dwie bezsprzecznie pozytywne postacie, wobec całej gamy zdeprawowanych i mentalnie &#8220;zmutowanych&#8221; ludzi próbujących sobie radzić przy krańcu świata. Kluczowa jest także postać matki, która pojawia się jedynie w retrospekcjach, jednak doskonale charakteryzuje całą sytuację przedstawioną w książce &#8211; czy warto żyć w świecie, który nie ma przyszłości.</p>
<p style="text-align: justify;">Język książki bardzo&#8221;nie pasuje&#8221; do znanej nam wszak medialnie sytuacji. Większość z nas widziała filmy typu &#8220;Pojutrze&#8221; czy ostatni &#8220;2012&#8243;. Czy wszystko co tam jest przedstawione nie wydaje się mocno odrealnione? McCarthy zrezygnował z fajerwerków, z pościgów, wulkanów, ucieczek, supertajnych broni i nagłego ocalenia. U niego na prawdę nie ma po co żyć, więc większość nie ludzi nie stara się snuć długofalowych planów ocalenia ludzkości. Czytając książkę wiemy, że w końcu i tak wszystko zakończy się w zdecydowanie niepomyślny sposób. Celem bohaterów nie jest więc &#8220;przetrwanie&#8221; ale &#8220;dotrwanie&#8221;. Takie oto dotrwanie zapewniają małe zwycięstwa w postaci znalezionej puszki brzoskwini czy dachu nad głową. Tamten świat nie zapewni już nikomu bezpieczeństwa. Nawet schron atomowy pełen jedzenia musi być tylko chwilowym przystankiem, bo zbyt przypomina o minionych czasach. A myślenie o dawnych czasach to nie jest dobry sposób na dotrwanie.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://marksayers.files.wordpress.com/2008/12/the-road-father-son.jpg" alt="http://marksayers.files.wordpress.com/2008/12/the-road-father-son.jpg" width="445" height="297" /></p>
<p style="text-align: center;"><span style="color: #888888;">[screen z ekranizacji książki Droga Cormaca McCarthy'ego]</span></p>
<p style="text-align: justify;"><strong><a href="http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=33262" target="_blank">Książka &#8220;Droga&#8221; doczekała się ekranizacji</a>,</strong> która niestety pomimo premiery na zachodzie nadal nie dotarła do naszego kraju. Z urywków widzę, że autorom filmu udało się doskonale oddać klimat książki, wiec czekam z niecierpliwością na polską premierę. Obejrzymy-ocenimy.</p>
<p style="text-align: justify;">podsumowując &#8220;Droga&#8221; Cormaca McCarthy&#8217;ego to piękna poetycka książka o beznadziejności w beznadziejnym świecie.  Depresyjna ale niesamowita -  odkrywa rąbek tajemnicy świata. Zdecydowanie budzi emocje.</p>
<p style="text-align: justify;">Polecam, czyta się jednym tchem i zostaje w głowie na długi czas.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rynarzewski.pl/cormac-mccarthy-droga/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Robert Makłowicz w olsztyńskim MOKu</title>
		<link>http://www.rynarzewski.pl/robert-maklowicz-w-olsztynskim-moku/</link>
		<comments>http://www.rynarzewski.pl/robert-maklowicz-w-olsztynskim-moku/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 10 Feb 2010 21:08:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[MOK]]></category>
		<category><![CDATA[Olsztyn]]></category>
		<category><![CDATA[Robert Makłowicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=1115</guid>
		<description><![CDATA[Jak sobie obiecałem przeprowadzając się do Olsztyna, po raz kolejny poszedłem do naszego Miejskiego Ośrodka Kultury na spotkanie kulturalne. Gościem był  tym razem Robert Makłowicz znany kucharz, podróżnik i bajarz. Ja osobiście uważam go i szanuję za ożywianie w swoich programach klimatu dawnej Galicji, podróże w XIX wiek i austro-węgierskie opowieści. Dziś miał opowiadać o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Jak sobie obiecałem przeprowadzając się do Olsztyna, po raz kolejny poszedłem do naszego Miejskiego Ośrodka Kultury na spotkanie kulturalne. Gościem był  tym razem Robert Makłowicz znany kucharz, podróżnik i bajarz. Ja osobiście uważam go i szanuję za ożywianie w swoich programach klimatu dawnej Galicji, podróże w XIX wiek i austro-węgierskie opowieści. Dziś miał opowiadać o swoich bałkańskich podróżach. Też ciekawa sprawa.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2010/02/small_makłowicz_mok2.jpg"><img class="size-full wp-image-1116  aligncenter" title="small_makłowicz_mok2" src="http://www.rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2010/02/small_makłowicz_mok2.jpg" alt="" width="451" height="300" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><span style="color: #888888;">[Robert Makłowicz w olsztyńskim MOKu - 10 II 2010]</span></p>
<p style="text-align: justify;">Mały, niepozorny. Od razu widać że jakiś taki z Krakowa. Wygadany.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1115"></span>Kilka minut rozkręcał się ze swoją opowieścią o Bałkanach, ale kiedy wszedł już na obroty, wszystko popłynęło tak jak znamy to z jego programów.  Słowa zamieniał w obrazy i smaki przyprawiał swoją opowieść słońcem i gorącym m0żem. Za oknami zimno, śnieg już zdecydowanie za długo leży, a jego historyje, egzotyczne choć przecież geograficznie nieodległe.  Bo jak tu w naszych warunkach pojąć można, że gdzieś tam nad Adriatykiem jest restauracja w której stoliki stoją na pomoście nad morzem, metr od nas w siatce zanurzona siedzi sobie w słonym morzu ryba i za kilka minut świeżutka trafia na nasz talerz.  Do tego gospodyni zagniata nam domowy makaron, który podawany jest ze świeżą oliwą z oliwek, posypany serem i oprószony świeżo startą białą truflą. Albo opowieść o rzece, która leniwie wije się przez Chorwację, a na jej żyznych brzegach wszędzie sady pomarańczowe i cytrynowe. Abstrakcja. Za oknem minus 15 stopni w znienawidzonej skali i brudny śnieg zmieszany z różnymi farfoclami. A dziś na trochę ponad godzinę Robert Makłowicz pozwolił oderwać się od błota pośniegowego i zacieków z soli na butach i spodniach. Fajnie. Powiedział też kilka ciekawych przemyśleń o koneksjach kulinarnych pomiędzy krajami, fajnie podsumował polską &#8220;tradycyjną&#8221; kuchnię wskazując, że ma ona swoje korzenie w późnym Gomółce i wczesnym Gierku. Początek kariery pomidorowej to lata 60te kiedy na szeroko skalę pojawił się koncentrat pomidorowy, a ekspansja kurczaka spowodowana została przez zakupienie licencji na &#8220;produkcję&#8221; brojlerów w epoce gierkowskiej. Wcześniej kura była kura. A schabowy? Schabowy to klasyczny przykład kulinarnego survivalu. Jak najeść się małym kawałkiem mięsa? Walić w niego tłuczkiem aż będzie miał powierzchnię metra kwadratowego.  Zrobić potrójną panierkę i voila! mamy klasycznego schabowego. Na koniec podbudował nas że polska kuchnia jest w rzeczywistości lepsza niż panuje o niej opinia.</p>
<p style="text-align: justify;">Podsumowując, bardzo ciekawe spotkanie, choć tłok był niemożliwy. Warto zobaczyć tzw. znane osoby, a przynajmniej niektóre z nich na żywo, bo od każdego można się czegoś ciekawego nauczyć. Przez telewizor to tak nie działa.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak zawsze w MOKu: pełno emerytów, dziwaków i ludzi spragnionych uwagi. Standard. Tylko tym razem o wiele tłoczniej niż zawsze.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rynarzewski.pl/robert-maklowicz-w-olsztynskim-moku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dział zły</title>
		<link>http://www.rynarzewski.pl/dzial-zly/</link>
		<comments>http://www.rynarzewski.pl/dzial-zly/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 Jan 2010 22:52:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[( Próby ) literackie]]></category>
		<category><![CDATA[biblioteka]]></category>
		<category><![CDATA[zły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=1101</guid>
		<description><![CDATA[
Kolejny raz budzik przerwał mu sen o namiętnym spotkaniu pośród kokosowych palm, o gorącym piasku błękitnej laguny. Kolejny raz budzik wyrwał go z lepszego świata i walnął nim o szary bruk codzienności. Otworzył oczy. W pierwszym zmęczonym już spojrzeniu  na plakat znajdujący się na wprost łóżka. Idealny krajobraz prosto z Malediwów, kupiony na wyprzedaży plakatów [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a title="dział_zły by Rynarzewski, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/rynarzewski/4348408447/"><img class="aligncenter" src="http://farm5.static.flickr.com/4031/4348408447_c1a77d2625.jpg" alt="dział_zły" width="500" height="333" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Kolejny raz budzik przerwał mu sen o namiętnym spotkaniu pośród kokosowych palm, o gorącym piasku błękitnej laguny. Kolejny raz budzik wyrwał go z lepszego świata i walnął nim o szary bruk codzienności. Otworzył oczy. W pierwszym zmęczonym już spojrzeniu  na plakat znajdujący się na wprost łóżka. Idealny krajobraz prosto z Malediwów, kupiony na wyprzedaży plakatów w supermarkecie, wypełniał sobą większą część ściany małego pokoju. Marzenia do spełnienia. Nawet nie chciało mu się rzucić w kierunku sufitu tradycyjnego porannego bluzgu skierowanego do sił wyższych zawiadujących tym całym biznesem. Postawił stopy na zimnych panelach, potarł zarośnięty policzek – dziś zdecydowanie nie będzie mu się chciało ogolić. Jaskrawy blask ostrego zimowego słońca uwydatniał brudne szyby, popaćkany czymś parapet oraz brudną pościel. Otoczenie doskonale pasowało do jego nastroju.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1101"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Do pracy. Znowu. Żeby to jeszcze była fabryka. Budowa. Huta Katowice czy kasa w supermarkecie, to gotów byłby się pogodzić z koniecznością odbębnienia swojej szychty i wydania zarobionych pieniędzy w celu zapomnienia o poprzednich ośmiu godzinach. I na pewno by więcej płacili. A tak liceum, studia, podyplomówka, cztery miesiące bezrobocia i teraz w końcu od pół roku praca. Cholerna, pierdolona praca. W bibliotece. Kto by się spodziewał… Zresztą szkoda gadać o tym nawet. Świetna okazja… Załatwiona naturalnie po znajomości. Ciocia poszła na macierzyński i zwalniało się miejsce. “<em>Jak chcesz to pogadam z dyrekcją. Bo wiesz, pani Bożena z gromadzenia podobno chciała córkę wepchnąć. Dziewczyna wróciła z Anglii niedawno. Też tak jak ciebie na przeczekanie. Co…? Chcesz…? Załatwię.</em>” Nie spodziewał się że będzie to tak brzemienna w skutki rozmowa.</p>
<p style="text-align: justify;"><a name="more-1101"></a>Daje sobie jeszcze kilka miesięcy, może się odezwą z jakiejś firmy, może w cholerę wyjedzie do Australii. Trzydzieści sztuk wysyłanych co miesiąc CV musi w końcu przecież dać jakiś skutek. Wysyłanych naturalnie w służbowych kopertach, bo chyba jedynie to zostało żeby zemścić się na tej parszywej pracy.</p>
<p style="text-align: justify;">Na śniadanie dwie kanapki z pasztetem podlaskim, kubek herbaty marki “Minutka” i szklanka płynu powstałego z zagęszczonego koncentratu soku pomarańczowego. To wszystko co rano mógł zrobić żeby wzmocnić swój system immunologiczny przed pojawieniem się w ciemnych i zakurzonych pokojach Działu. Pokojach pełnych paprotek, serwetek, podróbek perfum marki Dolce&amp;Gabana, cukiereczków na spodeczkach, katalogów Avonu, starych drewnianych biureczek, obitych sztuczną skórą drzwi i wytartych klepek podłogowych. Wszystko niczym z koszmarnego skansenu minionej epoki. Wszystko wciąż żywe. Drugie śniadanko o 10, pogaduszki, kawka. Ujadanie gębami, drobne uszczypliwości. Jak u Orwella – godzina nienawiści. Pani Maria obgada kreację Pani Joli, że taka stara a się jak młódka stroi. Pani Jola konfidencjonalnie zacznie mu opowiadać, że Maria jest jak but głupia, że mąż profesor to ją tu umieścił po znajomości i że to jego studentka kiedyś była, jej dziecko zrobił, nie było wyjścia. Potem obie obrzucą się pogardliwymi spojrzeniami w przejściu, a on wlepi na gębę zużyty uśmiech. Potem z kolei zobaczy jak obie poszeptują coś patrząc na pana Henryka, który akurat przyjdzie wymienić żarówkę. Młoda dziewczyna z magazynu też swoje zarobi. A pod koniec zmiany któraś na pewno zacznie się przymilać do niego żeby posiedział za nią do końca dyżuru bo ona ma wizytę u fryzjera.</p>
<p style="text-align: justify;">Potworzyce, dwulicowe maszkarony. Fałszywe, spiskujące. O nim pewnie też mają coś do powiedzenia. Kiedyś słyszał: “<em>Taki młody, nie mógł pracy znaleźć, fajtłapa, co to za facet jak w bibliotece pracuje, rozumu też za wiele nie ma. Taki sam jak ta jego ciotka. Mój syn, rok starszy od niego to w banku pracuje i już szefem został. Nie to co ten</em>”</p>
<p style="text-align: justify;">Zapętlające się kontakty, gra strategiczna, towarzyski węzeł gordyjski, symbiotyczne pasożyty. Psychiczne wampiry, wysysające radość życia, wysysające do ostatniej krztyny. Dwie stare baby, których nie usuną, nie przeniosą. Nikt ich nie chce, nikt nie ruszy, bo zostało im 3, albo 4 lata do emerytury. Taka to jest, budżetówka kurwa jej mać. Dziś coś w końcu z tym zrobi.</p>
<p style="text-align: justify;">Zacisnął mocniej dłoń na małym toporku, który wychodząc dziś do pracy zabrał z pawlacza. Z zamyślenia wyrwało go głośne skrzypnięcie przegubowego autobusu. Wyłaniający się zza zakrętu widok architektonicznej perły lat 80tych spowodował u niego przyspieszone bicie serca i szczękościsk jak u bulteriera.</p>
<p style="text-align: justify;">Tam gdzie się udawał był zdecydowanie zły dział. Dział zły.</p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rynarzewski.pl/dzial-zly/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ari Folman nakręci Lema</title>
		<link>http://www.rynarzewski.pl/ari-folman-nakreci-lema/</link>
		<comments>http://www.rynarzewski.pl/ari-folman-nakreci-lema/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 24 Jan 2010 19:39:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Science-Fiction]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=1085</guid>
		<description><![CDATA[Na Stopklatce trafiłem na informację że Ari Folman, autor świetnego para-dokumentu Walc z Bashirem, ekranizuje Kongres Futurologiczny Stanisława Lema. Mogę powiedzieć tylko &#8211; Super!. Nie mogę się doczekać efektów. Wszyscy, którzy widzieli Walc z Baszirem muszą przyznać, że styl Folmana doskonale pasuje do filozoficznej twórczości Lema. Myślę że reżyserowi powinno się doskonale ująć psychologiczną głębię [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong><a href="http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=62462&amp;klik=nawaz" target="_blank">Na Stopklatce trafiłem na informację że Ari Folman, autor świetnego para-dokumentu Walc z Bashirem, ekranizuje Kongres Futurologiczny Stanisława Lema</a></strong>. Mogę powiedzieć tylko &#8211; Super!. Nie mogę się doczekać efektów. Wszyscy, którzy widzieli Walc z Baszirem muszą przyznać, że styl Folmana doskonale pasuje do filozoficznej twórczości Lema. Myślę że reżyserowi powinno się doskonale ująć psychologiczną głębię ukrytą w książce i wyciągnąć z niej więcej niż dotychczas jakiemukolwiek z ekranizacji któregokolwiek z dzieł naszego najsławniejszego fantasty.</p>
<p style="text-align: center;"><span class="wydarzenie_tresc"><br />
<img class="ramka   aligncenter" src="http://img.stopklatka.pl/wydarzenia/62000/62400/62462-01.jpg" border="1" alt="" /></span></p>
<p style="text-align: center;"><span class="wydarzenie_tresc">[tak wygląda jedyna obecnie znana klatka z ekranizacji Kongresu]<br />
</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span class="wydarzenie_tresc"><span id="more-1085"></span><br />
</span></p>
<p style="text-align: justify;">Dotychczas mieliśmy<a href="http://www.film.org.pl/prace/lem.html" target="_blank"> <strong>kilka ekranizacji twórczości Stanisława Lema</strong></a> &#8211; do najbardziej znanych należą dwie wersje Solaris &#8211; Tarkowskiego i Soderbergha oraz rodzimy Test Pilota Pirxa.  A i jeszcze  Przekładaniec z Kobielą. No i jest też <strong><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ijon_Tichy-_gwiezdny_podr%C3%B3%C5%BCnik" target="_blank">niemiecki miniserial Ijon Tichy &#8211; gwiezdny podróżnik</a></strong>. Śmieszny, ale taki sobie. I to TYLKO tyle z bogatej i potencjalnie świetnej do przeniesienia na ekrany prozy SF. Żadnego filmu który naprawdę oddawałby sens tego co chciał w swoich książkach przekazać Lem. Może są za trudne. Bo i proza nie należy do najłatwiejszych.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://http://cinemascopian.com/2009/01/11/ari-folman-looks-into-a-future-past-bashir/" target="_blank">Tak o projekcie mówi reżyser w portalu Cinemascopian</a>:</p>
<blockquote style="text-align: justify;">
<p style="padding-left: 30px;">“We’ll take elements from ‘Bashir’, mainly in how the story is structured, but instead of traveling backwards with the characters, this time we will travel forward, jumping into the future. The present will be shot in live-action, the future will be animated. The main character will be played by AN ACTRESS PLAYING HERSELF. The film is a coproduction between Israel, Poland and France. England may join in as well. The animation will be done by the studio we set up for ‘Bashir’, with Yoni Goodman as the director of animation, David Polonsky as the art-director and Yael Nachlieli as producer. The team will start works soon, and the preliminary development will start in March”.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Wierzę że Ari Folman poradzi sobie (naj)lepiej z tym zadaniem, choć już teraz zapowiedział kilka zmian co do oryginału dokonanych w scenariuszu. Główną postacią filmu ma być np. kobieta. Oby te zmiany nie poszły za daleko. Bo dostaniemy zamiast Kongresu Futurologicznego, kolejną wersję Matrixa tylko z żeńskim bohaterem zamiast Neo. Ja jestem jednak pełen wiary w Folmana.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rynarzewski.pl/ari-folman-nakreci-lema/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przeprowadzka</title>
		<link>http://www.rynarzewski.pl/przeprowadzka-2/</link>
		<comments>http://www.rynarzewski.pl/przeprowadzka-2/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 17 Jan 2010 21:26:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zapiski]]></category>
		<category><![CDATA[Olsztyn]]></category>
		<category><![CDATA[pokój]]></category>
		<category><![CDATA[przeprowadzka]]></category>
		<category><![CDATA[stancja]]></category>
		<category><![CDATA[Wipsowo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=990</guid>
		<description><![CDATA[Za mną przeprowadzka. Pierwsza. Nowy rok 2010 zaczynam od dużej jak dla mnie (ale koniecznej i wyczekiwanej) zmiany jaką jest wyfrunięcie z rodzinnego Wipsowa do Olsztyna. Czyli jednym słowem ze wsi do miasta. Pomyślmy jak wygląda bilans zysków i strat:
około 2-3 godzin czasu dziennie poprzez zlikwidowanie dojazdów &#8211; obecnie mając do pracy na godzinę ósmą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Za mną przeprowadzka. Pierwsza. Nowy rok 2010 zaczynam od dużej jak dla mnie (ale koniecznej i wyczekiwanej) zmiany jaką jest wyfrunięcie z rodzinnego Wipsowa do Olsztyna. Czyli jednym słowem ze wsi do miasta. Pomyślmy jak wygląda bilans zysków i strat:</p>
<p><strong>około 2-3 godzin czasu dziennie poprzez zlikwidowanie dojazdów</strong> &#8211; obecnie mając do pracy na godzinę ósmą wstaję przeciętnie o 5.55 i o 7.50 jestem w pracy (daje to dwie godziny od wstania do dotarcia do pracy). Kończąc pracę średnio o 14.25 w domu jestem o 16.40 (!!!). Daje to prawie 2,5 godz. na dotarcie do domu. Liczę obecnie na proporcje czasowe: wstawać o 6.55, bo do pracy mam<span style="text-decoration: line-through;"> 5 minut </span>8 minut samochodem. W domu być o 14.40 ( bo z powrotem tez jest <span style="text-decoration: line-through;">5 minut</span> 8 minut- dosłownie) zysk powinien więc wynieść godzinę rano i około 2 godzin przy powrocie. Dla mnie bomba. Kiedy mam na 12 do pracy w końcu coś realnie mogę popracować nad własnymi zadaniami, a nie spieszyć się na pociąg o 9.50 ;/. Z drugiej strony dokładam sobie przez to ochoczo na plecy kolejne porcje rzeczy do zrobienia.</p>
<p><span id="more-990"></span></p>
<p><strong>Życie towarzyskie i kulturalne</strong> &#8211; jak człowiek jechał do Olsztyna samochodem to ani piwka. Jak jechał pociągiem to o 20.30 ostatnia szansa ewakuacji. Teraz w końcu będzie można wybrać się ze znajomymi na piwko i wrócić do siebie. Zacząć po pracy pojawiać się z Monią na imprezach kulturalnych bo można po pracy wrócić do domu, odpocząć, zjeść i na 18 skoczyć np. do MOKu. Poprzednio0 oznaczało to koczowanie do wieczora, tułaczkę i same problemy. Udało nam się już być na kilku fajnych imprezach kulturalnych &#8211; ostatnio np na spotkaniu z Edwardem Lutczynem, rysownikiem-satyrykiem.</p>
<p><strong>&#8220;Spokój&#8221; i &#8220;wolność&#8221;</strong> &#8211; z domu rodzinnego jaki by on miły człowiekowi nie był trzeba się wyprowadzić. Taka naturalna kolej rzeczy. Pewne rzeczy trzeba robić na swoje konto, pewne decyzje trzeba podejmować z własnej inicjatywy, pewne błędy trzeba odczuć na własnej skórze.  Rodzice nawet najlepsi ograniczają w pewien sposób wolność człowieka, pewne i zachowania burzą u dorosłego człowieka spokój. Nie jestem nastolatkiem, który przeżywa okres buntu. Jestem trzeźwo i logicznie (może aż nazbyt) myślącym 25 latkiem i po prostu te pojęcia &#8211; celowo napisane w cudzysłowie-  muszę sobie sam zapewnić. Bo formalnie miałem zarówno spokój jak i wolność. Teraz mam miejsce gdzie w spokoju poleżeć można z ukochaną, zamknąć drzwi i odciąć się od zewnętrznego świata. Własny mikro-świat. Z przyjemnością przyjeżdżam do rodziców na weekend czy od święta. Bardzo fajnie wrócić do swojego pokoju raz na jakiś czas.</p>
<p><strong>Uwolnię się od papierosowego dymu </strong>- niestety moi rodzice palą papierosy w dużych ilościach i ja także jestem tego nieświadomą ofiarą. Śmierdzące fajkami ubrania, kurtka i wszystkie rzeczy jakbym nałogowe przesiadywał w zadymionych knajpkach. Najgorsze że sam to czułem&#8230; Teraz muszę jedynie zrobić spore pranie ubrań i wietrzenie przedmiotów by zacząć pachnieć trochę milej dla siebie i dla otoczenia.</p>
<p><strong>Koniec z czytaniem w trakcie dojeżdżania</strong> &#8211; trzy godziny dziennie to całkiem sporo czasu na książkę czy gazetę. Mój rytuał czytania w pociągu, na przystanku, w autobusie bardzo mi się podobał i będzie mi go brakowało.  Ile to dzięki temu książek przeczytałem. Łza się w oku kręci. Ale jak mówią nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło&#8230; będę czytał więcej w domu. Jak na razie nie jest źle udało mi się już w styczniu, w nowej lokalizacji, przeczytać kilka ciekawych książek. Więcej o tym  <strong><a href="http://www.rynarzewski.pl/ksiazki-2010/" target="_blank">na regale.</a></strong></p>
<p><strong>Większe koszty życia</strong> &#8211; przez 25 lat nie musiałem płacić za mieszkanie, jedzenie i środki eksploatacyjne. Czas to zmienić. Początkowo trzeba będzie się przyzwyczaić do chudszego portfela, ale od tego i tak nie ma ucieczki. Z drugiej strony większa to kontrola nad własnym życiem. Jem co chcę, uczę się że jeśli kupię to, to muszę zrezygnować z tamtego.</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p>Aklimatyzacja w nowych wnętrzach trwa. Na razie powoli, powoli pokój staje się bardziej zdatny do życia. Kupiłem bardzo fajny regał na książki (okazja &#8211; Jysk 165,-) i od razu zrobiło się milej i przytulniej. Bo książki to, przynajmniej dla mnie, serce każdego miejsca do życia. No i płyty, choć na razie brak mi dobrego sprzętu żeby cokolwiek posłuchać (w tej kwestii i tak królowuje <span style="color: #888888;">[forma żeńska od króluje]</span> Monika) Teraz muszę jeszcze rzucić coś na ściany i jakiś chodnik na panele żeby jeszcze bardziej przybliżyć to do tzw. &#8220;domu&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rynarzewski.pl/przeprowadzka-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zombie a sprawa polska</title>
		<link>http://www.rynarzewski.pl/zombie-a-sprawa-polska/</link>
		<comments>http://www.rynarzewski.pl/zombie-a-sprawa-polska/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Jan 2010 22:29:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pseudointelektualne wywody]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[survival]]></category>
		<category><![CDATA[Wojna Z]]></category>
		<category><![CDATA[zombi]]></category>
		<category><![CDATA[Zombie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=917</guid>
		<description><![CDATA[
Dlaczego w Polsce mamy nikłe szanse na przetrwanie zombie-apocalypse. Poniżej kilka luźnych przemyśleń na ten temat, spowodowanych twórczością Maxa Brooksa i dokonaniami kinematografi:
Jesteśmy krajem dość gęsto zaludnionym o dużej ilości miast co równa się szybkim rozprzestrzenianiem zarazy i zgrajom umarlaków tułających się po kraju. Dość trudno będzie przetrwać. Szczególnie na takim Śląsku czy w Warszawie.  [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="reflect    alignright" style="border: 1px solid black; margin: 6px;" src="http://farm4.static.flickr.com/3031/2961079296_2659ae5b43.jpg" alt="ZOMBIE_WALK_2008_088 by wvs." width="206" height="353" /></p>
<p style="text-align: justify;">Dlaczego w Polsce mamy nikłe szanse na przetrwanie zombie-apocalypse. Poniżej kilka luźnych przemyśleń na ten temat, spowodowanych twórczością Maxa Brooksa i dokonaniami kinematografi:</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jesteśmy krajem dość gęsto zaludnionym o dużej ilości miast</strong> co równa się szybkim rozprzestrzenianiem zarazy i zgrajom umarlaków tułających się po kraju. Dość trudno będzie przetrwać. Szczególnie na takim Śląsku czy w Warszawie.  Łatwiej byłoby Mongolii, gdzie step i step i step i co kilkaset kilometrów jakieś jurty.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Brak nam miejsc prawdziwie dzikich</strong>. Jesteśmy zakątkiem Europy ucywilizowanym prawie do granic możliwości. Zombie jako gatunek pochodny człowieka najlepiej czuje się z środowisku miejsko-wiejskim. To właśnie miejsca dzikie, naturalne i dziewicze mogą stanowić najlepszą barierę wspomagającą walkę z zombiami. A tak zawsze mogą zaatakować zza jakiegoś winkla. Z kolei w tych niebezpiecznych miastach łatwiej o prowiant i sprzęt.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>W naszym najbliższym otoczeniu geograficznym brak ekstremalnych warunków klimatycznych</strong>. Jak wiadomo to właśnie mróz i gorąco są najlepszymi przyjaciółmi zombie-survivalistów. W cieple zombie powinny się szybko rozkładać, gnić i rozpadać, a z drugiej strony dzięki zimnu będą zamarzać. Stąd dobrym miejscem do ukrycia się przed zombiami są pustynie oraz lodowe pustkowia. U nas takowych brak. Klimat umiarkowany jest wymarzony dla zombie. Niestety.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-917"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mamy góry</strong>. To zdecydowany plus. Z mojego punktu widzenia są one jednak bezużyteczne, ponieważ mam do nich cholernie daleko i musiałbym się przedzierać przez kraj pełen wygłodniałych ludożerców. Tym z południa jednak gratuluje. Z drugiej strony nasze góry nie są aż tak niedostępne by zapewnić 100%  zabezpieczenie przed żywymi trupami (ale zbliżają się do tej liczby). Może znaleźć się jakiś zombie-baca albo zombie-turysta. Niemniej Tatry to jak na nasze warunki świetne miejsce na ukrycie się. Byle nie Krupówki. Góry to jednak twierdza-pułapka, więc należy pamiętać by zawsze mieć zabezpieczoną jakąś drogę ucieczki. W górach łatwo o niebezpieczne kontuzje.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mamy lasy i jeziora.</strong> Jako mieszkaniec Polski północno-wschodniej naturalnie zwracam się w kierunku pytania o &#8220;wartości przeżywcze&#8221; lasów i jezior. Odpowiedz brzmi, iż wartość taka jest niewielkutka. Las stanowi słabą przeszkodę dla zombie, jednocześnie spowalnia naszą ucieczkę, ogranicza widoczność i zagłusza odgłos zbliżających się nieumarłych. Możemy ich nie zauważyć w gęstym lesie, w krzakach, możemy nie usłyszeć. Jedyny plus lasu to możliwość łatwiejszego znalezienia pożywienia, jeśli</p>
<p style="text-align: justify;">nie chcemy się zbliżać do Biedronki lub Lidla. Jeziora uważam za niebezpieczne poprzez zapewnianie złudnego bezpieczeństwa. To chyba właśnie złudzenie bezpieczeństwa stanowi największego wroga. Za idealne miejsce odosobnienia moglibyśmy uznać np. wyspę na jeziorze. Nasze jeziora są jednak stosunkowo płytkie, dzięki czemu zombiaki mogą sobie śmigać po dnie i przywędrować kiedy się tego nei będziemy spodziewać. W zimę nasza wyspa będzie otwarta dla wszystkich &#8211; zarówno żywych jak i martwych. Może nas spotkać przykra niespodzianka. Kilka dużych jezior w naszym regionie pozwoli przeżyć jedynie niewielkiej ilości osób żyjących na jachtach o ile będą pamiętały trzymać się głębin. I to tylko przez niewielką część roku&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Ogólnie lasy i jeziora to zły pomysł na dłuższą metę.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mamy Bałtyk</strong> &#8211; moim zdaniem najlepsze miejsce jeśli mamy ochotę przeżyć dłużej w strefie wolnej od zombiaków. Potrzebujemy średniej wielkości statek, najlepiej chyba coś większego do kutra, ale i on doskonale się nada. To na krótką metę. Na dłuższą zdecydowanie jacht. Napęd za darmo, szybkość i wygoda. Do tego sprzęt do łowienia ryb, jakieś sieci, maszyna do odsalania wody i można survivalować. Niestety są potrzebne do tej akcji bardziej zaawansowane umiejętności powożenia kutrem lub jachtem. Ale wysiłek kursu żeglarskiego powinien się opłacić. Uważać trzeba na sztormy i rzucanie kotwicy w płytkich miejscach &#8211; zombiak może zachcieć się wspiąć nam po łańcuchu na jacht. Poza tym powinniśmy być dokładnie zabezpieczeni przed skutkami epidemii zombie. Zasadnicza łatwość przemieszczania stanowi dodatkową korzyść, zakładając że umiemy zdobyć jedzenie.</p>
<p style="text-align: justify;">&#8230; i last but not least:</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>W Polsce mało kto ma broń palną.</strong> W przypadku epidemii stanowi to dość duży problem, gdyż jak uczymy się z filmów dobra strzelba, albo spory kaliber broni ręcznej stanowi jeden z głównych środków ofensywno-defensywny. Szczególnie przeciwko innym ocalałym, którzy będą walczyć o przetrwanie zarówno z martwymi jak i żywymi. W Polsce broń ma w domu bardzo niewielki odsetek ludności. Służby mundurowe, myśliwi oraz nieliczni pasjonaci. W porównaniu z takimi Stanami, gdzie każdy przeciętny mieszkaniec posiada jakąś formę broni palnej, Polska to jakiś pacyfistyczny plac zabaw dla dzieci. U nas nie ma także żadnej formy jednostek paramilitarnych, a co za tym idzie składów broni dla tych jednostek. Ogólnie nie tylko w przypadku epidemii zombie stanowi to nieciekawą sytuację. W przypadku kiedy nasza armia staje się szczątkowa i skierowana głównie na haj-tekowy sprzęt, przydałaby się jakaś forma pospolitego ruszenia. Z takiego czy innego powodu. Polacy nie umieją strzelać. Kolejny zonk.</p>
<p style="text-align: justify;">Czarno to widzę.</p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rynarzewski.pl/zombie-a-sprawa-polska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tomasz Lem &#8211; Awantury na tle powszechnego ciążenia</title>
		<link>http://www.rynarzewski.pl/tomasz-lem-awantury-na-tle-powszechnego-ciazenia/</link>
		<comments>http://www.rynarzewski.pl/tomasz-lem-awantury-na-tle-powszechnego-ciazenia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Jan 2010 10:55:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[2009]]></category>
		<category><![CDATA[Awantury na tle powszechnego ciążenia]]></category>
		<category><![CDATA[biografia]]></category>
		<category><![CDATA[Jonathan Carroll]]></category>
		<category><![CDATA[Science-Fiction]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisław Lem]]></category>
		<category><![CDATA[syn]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Lem]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[Wydanictwo Literackie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=997</guid>
		<description><![CDATA[
Szukając w księgarni świątecznych prezentów trafiłem na całą kupę książek, jak to bywa w tym dziwnym świecie, które sam chciałbym dostać pod choinkę, a których ostatecznie nie dostałem&#8230; Jedną z nich były wspomnienia o Stanisławie Lemie napisane przez jego syna Tomasza pt. &#8220;Awantury na tle powszechnego ciążenia&#8221; (Wydawnictwo Literackie 2009). Człowiek jednak nie na darmo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" style="margin: 6px;" src="http://www.empik.com/b/o/8e/43/8e4349208c9c2418b11d7e3a698204a3.jpg" alt="http://www.empik.com/b/o/8e/43/8e4349208c9c2418b11d7e3a698204a3.jpg" width="172" height="243" /></p>
<p>Szukając w księgarni świątecznych prezentów trafiłem na całą kupę książek, jak to bywa w tym dziwnym świecie, które sam chciałbym dostać pod choinkę, a których ostatecznie nie dostałem&#8230; Jedną z nich były wspomnienia o Stanisławie Lemie napisane przez jego syna Tomasza pt. <a href="http://www.empik.com/awantury-na-tle-powszechnego-ciazenia-ksiazka,prod15370093,p" target="_blank"><em>&#8220;Awantury na tle powszechnego ciążenia&#8221;</em> (Wydawnictwo Literackie 2009)</a>. Człowiek jednak nie na darmo pracuje w bibliotece, więc wypożyczyłem sobie kniżkę na posylwestrony lazy-weekend.  Nie za długa &#8211; ok 260 stron, ładnie wydana, no i najważniejsze jak się okazało &#8211; bardzo ciekawa.</p>
<p>O Lemie napisano już wiele, zarówno od strony opracowań naukowych jak i tzw &#8220;wywiadów rzek&#8221; (dwie takie pseudo-biografie pochodzą z lat 2002 i 2007&#8230; o ile się nie mylę bo sprawdzać mi się tego nie chce). Teraz kilka nowych cegiełek do obrazu klasyka sf dołożył jego syn, tworząc opowieść o ojcu literacie i synu literata. Nie ma tam jednak sensacji w stylu młodego Olbrychskiego, nie jest to także pean na cześć sławnego Polaka. Fajna, czasami anegdotyczna, opowieść syna o ojcu. Sporo o tym jak to jest dorastać przy ojcu z wielką wyobraźnią. Dowiedziałem się z niej m. in. o tym że Lem senior był szalonym kierowcą i wielkim pasjonatem aut. I na całą grubą książkę tylko kilka zdań o tym jak to jest być synem sławnego ojca. Na szczęście.</p>
<p><span id="more-997"></span></p>
<p>Otrzymujemy więc papierową podróż poprzez życie rodziny Lemów od poznania się Stanisława i Barbary, narodziny ich jedynego syna i życie pełne niechcianych uroków w PRL i kilkuletni okres emigracji austriackiej, aż po śmierć fantasty zaopatrzoną w bardzo piękne osobiste wyznanie. Książka godna polecenia.  Zajmie najwyżej dwa wieczory, bo czyta się pomimo 260 stron bardzo szybko. Szkoda że tylko dwa.</p>
<p>Na koniec kilka ciekawostek jakie muszę wspomnieć przy okazji książki. W 1983 roku Lemowie wraz z nastoletnim synem wyjechali do Berlina Zachodniego, potem do Austrii, gdzie mieszkali parę ładnych lat. Tomasz jak na dziecię przystało musiał się uczyć. Rodzice zapisali go do prywatnej amerykańskiej szkoły. Jak to jednak z takimi szkołami jest jeśli w nich nauczyciele miewają tytuły doktora, literatury uczy Jonathan Carroll <strong>*</strong> &#8211; znany amerykański pisarz SF &#8211; autor &#8220;Krainy Chichów&#8221;. Najbardziej szczęka opadła mi na taką austriacką maturę, którą 18letni człowiek, w osobie Tomasza miał napisać. Jej główną częścią była kilkudziesięciostronicowa krytyczna praca pisemna na temat literatury, w którym uczeń miał się wykazać znajomością tematyki, kanonu lektur, umiejętnościami rozumienia tekstu oraz operowania aparatem krytycznym&#8230; Matura w Austrii około roku 1988&#8230; Przypomina wam to coś?</p>
<p>Co ciekawe młody Lem napisał ją o <em>Cyberiadzie</em> <img src='http://www.rynarzewski.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Warto posyłać dzieci do prywatnych szkół&#8230; ale chyba JESZCE [!] nie w Polsce.</p>
<p><strong>*</strong> <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Jonathan_Carroll" target="_blank">Polska Wikipedia podaje przy biogramie Jonathana Carrolla</a>, że jego masterwork &#8220;Kraina Chichów&#8221; została wydana w 1980 roku za wstawiennictwem Stanisława Lema, którego to syna uczył wówczas Carroll literatury. Jeśli wierzyć Tomaszowi Lemowi to do szkoły Carrolla zaczął on uczęszczać po 1983 roku, a więc po premierze Chichów, a tym samym Lem nie przyłożył w taki sposób ręki do wydania książki. Angielska Wiki nie podaje tej informacji. Rzecz warta zweryfikowania.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rynarzewski.pl/tomasz-lem-awantury-na-tle-powszechnego-ciazenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po ile tyle?</title>
		<link>http://www.rynarzewski.pl/po-ile-tyle/</link>
		<comments>http://www.rynarzewski.pl/po-ile-tyle/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Jan 2010 00:17:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[( Próby ) literackie]]></category>
		<category><![CDATA[po ile tyle]]></category>
		<category><![CDATA[wiersz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=1014</guid>
		<description><![CDATA[Dawno nic nie było w kategorii dzieł literackich&#8230;
Małe i głupie, ale własne:

Po ile tyle?
tyle co tyle
tyle za tyle?
Bo to aż tyle
Tyle za tyle, ale nie tyle!
Tu tyle tyle
To wezmę tyle.

To tyle 

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } -->Dawno nic nie było w kategorii dzieł literackich&#8230;</p>
<p>Małe i głupie, ale własne:</p>
<blockquote>
<p style="padding-left: 30px;"><em>Po ile tyle?<br />
tyle co tyle<br />
tyle za tyle?<br />
Bo to aż tyle<br />
Tyle za tyle, ale nie tyle!<br />
Tu tyle tyle<br />
To wezmę tyle.</em></p>
</blockquote>
<p>To tyle<em> <img src='http://www.rynarzewski.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rynarzewski.pl/po-ile-tyle/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To juz dwa lata? &#8230;tylko?</title>
		<link>http://www.rynarzewski.pl/to-juz-dwa-lata-tylko/</link>
		<comments>http://www.rynarzewski.pl/to-juz-dwa-lata-tylko/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 31 Dec 2009 07:25:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zapiski]]></category>
		<category><![CDATA[blog]]></category>
		<category><![CDATA[dwa lata]]></category>
		<category><![CDATA[ewolucja]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie]]></category>
		<category><![CDATA[rynarzewski.pl]]></category>
		<category><![CDATA[urodziny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=959</guid>
		<description><![CDATA[Dziś mijają dwa lata od pierwszego wpisu w tej wersji mojego bloga.
Zasadniczo nie są to dwa lata w jednym miejscu, ani dwa pierwsze lata blogowania. Zaczęło się od nieistniejącego już bloga na Onecie. Żył chyba coś około roku. Służył bardziej za dziennik niż blog &#8220;kreatywny&#8221;. Tym bardziej żałuję że już nie istnieje. Straciłem możliwość spojrzenia [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dziś mijają dwa lata od pierwszego wpisu w tej wersji mojego bloga.</p>
<p>Zasadniczo nie są to dwa lata w jednym miejscu, ani dwa pierwsze lata blogowania. Zaczęło się od nieistniejącego już bloga na Onecie. Żył chyba coś około roku. Służył bardziej za dziennik niż blog &#8220;kreatywny&#8221;. Tym bardziej żałuję że już nie istnieje. Straciłem możliwość spojrzenia na rok mojego życia spisywany prawie dzień po dniu. Idealny przykład tego jak giną dane elektroniczne. A ja głupi byłem że tego wszystkiego gdzieś nie zarchiwizowałem&#8230;</p>
<p>Potem zaczął się okres zasadniczego pisania, którego efekty możecie tutaj przeczytać. Zaczęło się jednak na googlowym Blogspocie, gdzie szlifowałem pierwsze umiejętności techniczne i skrobanie tekstów:</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2009/12/blog_blogspot.jpg"><img class="size-full wp-image-960 aligncenter" title="blog_blogspot" src="http://www.rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2009/12/blog_blogspot.jpg" alt="" width="350" height="324" /></a></p>
<p>strona skierowująca na aktualną wersję wciąż istnieje w sieci pod adresem <strong><a href="http://rynarzewski.blogspot.com/" target="_blank">http://rynarzewski.blogspot.com/</a></strong> . Ostatecznie system okazał się dla moich potrzeb trochę niewystarczający od strony technicznej. Brakowało też jakiejś formy społeczności blogspotowej. Na szczęście natrafiłem na platformę Wordpressa i dzięki możliwości migracji danych, którą zapewniał gógiel sprawnie i ładnie przeniosłem się na darmowe konto <strong><a href="http://rynarzewski.wordpress.com/" target="_blank">http://rynarzewski.wordpress.com/</a></strong> . Strona także nadal istnieje i tak samo poleca odwiedzenie aktualnej wersji bloga:</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2009/12/blog-wordpress.jpg"><img class="size-full wp-image-962 aligncenter" title="blog-wordpress" src="http://www.rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2009/12/blog-wordpress.jpg" alt="" width="350" height="244" /></a></p>
<p>Obie wersje zostały ogołocone niestety z treści. Chciałem aby całość tekstów została w aktualnej wersji. Żałuję, że nie zrobiłem zrzutów ze stron kiedy jeszcze żyły. Kiedy blog był na darmowej domenie wordpress.com bardzo fajnie funkcjonowała społeczność wokół strony i tylko żałowałem, że są takie małe możliwości tuningu. Opanowałem możliwe podstawy zabawy wordpressem i zdecydowałem się na zakup domeny i własnego hostingu. Wybór domeny był prosty: <strong><a href="http://www.rynarzewski.pl/" target="_blank">www.rynarzewski.pl</a></strong>. I pod taką nazwą strona jest obecna do dziś w sieci.  Może się to zmienić i pewnie zmieni w najbliższym czasie dlatego daję zrzut z obecnego kształtu mojej strony:</p>
<p><a href="http://www.rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2009/12/blog_rynarzewski_pl_30_12_2009.jpg"><img class="size-medium wp-image-964 alignright" style="margin: 5px;" title="blog_rynarzewski_pl_30_12_2009" src="http://www.rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2009/12/blog_rynarzewski_pl_30_12_2009-119x300.jpg" alt="" width="119" height="300" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><span style="color: #888888;">[kliknij w obrazek aby obejrzeć go w całej okazałości ---&gt;]</span><a href="http://www.rynarzewski.pl/wp-content/uploads/2009/12/blog_rynarzewski_pl_30_12_2009.jpg"><br />
</a></p>
<p>Z ogólnych statystyk za te dwa minione szczęśliwie lata wychodzi że: napisałem, a właściwie opublikowałem (bo napisałem na pewno więcej)<strong> 192 posty</strong> w <strong>13 kategoriach</strong>( które się zmieniały i zmieniają) nadałem ponad <strong>500 tagów</strong>. Moje wpisy zostały skomentowane ogromną liczbą<strong> blisko 650 komentarzy</strong>. Bardzo miłe statystyki. Ogólna liczba odwiedzających składa się z buchalterii zebranej z trzech miejsc na których strona istniała. Około 1000 gości na blogspocie, 34 tyś na wordpress.com (<em>wykop robi swoje  ;]</em> ) i około 20 tyś na własnej domenie daje<strong> około 55 tysięcy odwiedzin</strong>.</p>
<p>Z okazji tego podsumowania miałem okazję przejrzeć mniej więcej jak wygląda ta moja pisanina i jakie tematy w niej poruszam. Powiem szczerze że sam z najczęściej zaciekawieniem wracam do tekstów napisanych jakiś czas temu&#8230; czasem może wręcz z uśmiechem politowania wobec samego siebie. Blog ostatnimi czasy ucierpiał trochę w związku z rozkręcaniem projektu Pulowerek.pl jednak teraz mam nadzieję na wielki kombak do regularniejszego pisania.</p>
<p>Ogólnie, z ręką na sercu, musze powiedzieć, że jestem zadowolony z dwóch lat istnienia mojego bloga. Olbrzymie podziękowania należą się także dla wszystkich regularnych i przypadkowych czytelników. Do zobaczenia w kolejnym wpisie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rynarzewski.pl/to-juz-dwa-lata-tylko/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dead set, Dead air &#8211; wszystko &#8220;dead&#8221; i na dokładkę Zombieland.</title>
		<link>http://www.rynarzewski.pl/dead-set-dead-air-wszystko-dead-i-na-dokladke-zombieland/</link>
		<comments>http://www.rynarzewski.pl/dead-set-dead-air-wszystko-dead-i-na-dokladke-zombieland/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Dec 2009 12:55:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Dead Air]]></category>
		<category><![CDATA[Dead Set]]></category>
		<category><![CDATA[Emma Stone]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Woody Harrelson]]></category>
		<category><![CDATA[Zombie]]></category>
		<category><![CDATA[Zombieland]]></category>
		<category><![CDATA[żywe trupy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rynarzewski.pl/?p=904</guid>
		<description><![CDATA[Popkulturowa tematyka zombie interesuje mnie szalenie. Dawałem temu wyraz już kilka razy. Widać to na mojej półce z książkami, widać po filmach DVD, komiksach i zdecydowanie się tego nie wstydzę. Zombie wciąż toczą w moim wnętrzu walkę o rząd dusz z postapo [ ...a niedługo Droga i Book of Eliah   ]. Tak czy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Popkulturowa tematyka zombie interesuje mnie szalenie. Dawałem temu wyraz już kilka razy. Widać to na mojej półce z książkami, widać po filmach DVD, komiksach i zdecydowanie się tego nie wstydzę. Zombie wciąż toczą w moim wnętrzu walkę o rząd dusz z postapo [ ...a niedługo <em>Droga</em> i <em>Book of Eliah</em> <img src='http://www.rynarzewski.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ]. Tak czy inaczej zdrowo chyba mieć taki popkulturowy wentyl dla odmiany od &#8220;poważnych&#8221; spraw.</p>
<p style="text-align: justify;">Obejrzałem niedawno kolejne zombiastyczne produkty:</p>
<p><a href="http://www.filmweb.pl/f491355/W+domu+zombie,2008" target="_blank"><img class="alignright" style="margin: 6px;" src="http://www.horrorsociety.com/wp-content/uploads/2009/03/deadeset.jpg" alt="http://www.horrorsociety.com/wp-content/uploads/2009/03/deadeset.jpg" width="173" height="245" /></a><strong><a href="http://www.filmweb.pl/f491355/W+domu+zombie,2008" target="_blank">Pierwszy odcinek brytyjskiego serialu &#8220;Dead set&#8221;</a></strong> &#8211; Brytyjski miniserial zapowiada kawał dobrego thrillerowego oglądania. Może scenariusz łudząco przypomina durny film z Cezarym Pazurą &#8220;Show&#8221;, jednak Brytyjczycy po pierwsze znają się na robieniu filmów o zombiach, po drugie nie pożałowali na efekty specjalne i charakteryzację, po trzecie rozumieją że w tego typu filmach dramatyzm buduje się poprzez wyobrażenia widza, a nie przez łopatologiczne rzucanie mu mięsem i flakami w ekran (choć i to ma swój urok&#8230; czasem). Potencjalnie głupi, okazał się po pierwszym odcinku fajny. Doskonale wpisuje się w gatunek. Zdecydowanie lepiej niż coraz gorsze filmy samego Mistrza. Jak to bywa w brytyjskiej mutacji zombie, tutaj także są one szybkie. Nowy ymydż zombiów dla nowych szybkich czasów? Kto miałby teraz ochotę czekać, aż zombiaki przekuśtykają przez ekran&#8230; Z pewnością obejrzę serial do końc, ma tylko 5 odcinków.</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p><a href="http://www.imdb.com/title/tt0993841/" target="_blank"><img class="alignright" style="margin: 6px; cursor: -moz-zoom-in;" src="http://www.fullhalloween.com/blog/wp-content/uploads/2008/12/dead-air-2008-poster2.jpg" alt="http://www.fullhalloween.com/blog/wp-content/uploads/2008/12/dead-air-2008-poster2.jpg" width="181" height="257" /></a><strong><a href="http://www.imdb.com/title/tt0993841/" target="_blank">Tandetny film &#8220;Dead Air&#8221;</a></strong> &#8211; Film drewniany od góry do dołu. Drewniana gra aktorów. Na poziomie braci mroczków. Drewniana fabuła, jacyś fajtłapowaci terroryści, spisek rządowy itp. Efekty specjalne beznadziejne, a zombie jedyne co to krwawią z oczu i ogólnie każdy wygląda jakby się po prostu nie wyspał. Prawie nie dało się oglądać. Głupsze to chyba było tylko ostatnio o jakichś rybach z płetwo-nogami, które zmutowały jak ktoś wlał do jeziora kanister z hormonem wzrostu.  I tak kuśtykały one, takie metrowe rybo-płaty ( coś jak te ryby co żyją w mule) i zabijały tych  ludzi&#8230; o dżizus&#8230; Świat jest na swój sposób piękny dopóki powstają takie filmy <img src='http://www.rynarzewski.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Radiowy didżej kontra zombie. Tego jeszcze nie było. Brakowało tylko Stevena Seagala do pełni szczęścia. Zdecydowanie Dead Air to film klasy Z&#8230; mi byłoby szkoda kasy na wyprodukowanie go.  Tak samo pewnie stwierdzili producenci jak już obejrzeli&#8230; i było za późno ;/</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p><img class="alignright" style="margin: 6px; cursor: -moz-zoom-out;" src="http://sushiwhore.files.wordpress.com/2009/09/zombieland-poster1.jpg" alt="http://sushiwhore.files.wordpress.com/2009/09/zombieland-poster1.jpg" width="169" height="237" /><strong><a href="http://www.filmweb.pl/f464479/Zombieland,2009" target="_blank">Zombieland</a></strong> &#8211; Dobra, lekka komedia o  świecie opanowanym przez zombie. Świetna rola dawno przeze mnie nie widzianego na ekranie (od czasu<em> To nie jest kraj dla starych ludzi</em>) <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Woody_Harrelson" target="_blank">Woody Harrelsona</a>, plus kilku młodych, dobrych aktorów [np: <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Emma_Stone" target="_blank">Emma Stone</a> znana z <em>Superbad</em> aka <em>Supersamiec</em>]&#8230; w Stanach w odróżnieniu od nas mają dobrych młodych aktorów&#8230; Poza tym zombiaki, puste miasta i  świetna wstawka z Billem Murray&#8217;em. Film specjalnie do gatunku zbyt wiele nie wnosi (może poza cennym ostrzeżeniem przed ubikacjami), ale ogląda się go całkiem przyjemnie i dla odmiany od zombie-horrorów warto by pojawiały się na rynku i takie filmy. Bardzo fajnie opracowany graficznie i ogólne wpasowanie we współczesną estetykę zombie. Warto obejrzeć w piątkowy wieczór przy piwie. Jestem zobowiązany nadmienić, że zombiaki są dość szybkie. Gatunek wyraźnie ewoluuje. Trzyma się tylko Miszcz.</p>
<p style="text-align: center;">***</p>
<p style="text-align: justify;">Na koniec chciałbym sobie pozwolić na małe wyznanie: nie widziałem żadnej części Piły, żadnego Hostela. Nie ciągnie mnie. Wolę moje zombie i mutanty. Amen</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rynarzewski.pl/dead-set-dead-air-wszystko-dead-i-na-dokladke-zombieland/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
